Aniołowie są bardzo zapracowani - mają więcej roboty, nawet ci na rencie. Gdyby nie to, to by nas diabli wzięli!

Ks. Jan Twardowski

czwartek, 8 lipca 2010

...

Nie było miłości.
Nie zmieniła się miłość
tylko nasze na miłość spojrzenie.

piątek, 18 czerwca 2010

Rzucałam

...psu kamień (na tych codziennych spacerach po dziewiętnastej).
Rzucałam mu kamień i zawsze byłam pewna, że przyniesie go z powrotem,
Z merdającym ogonem, językiem na wierzchu i kapiącą śliną.

Rzucałam też słowami – obślinione były jak ten kamień, ale nadal moje.
Dziecinnie proste było to rzucanie.

Teraz już nie rzucam- piszę.
Tak trudno było zwlec się z miękkiego choć nie wygrzanego łóżka na ten spacer.




Dokładałam materace, było coraz miększe,
Coraz dalej do ziemi,
A nóżki powiewały jak u małej dziewczynki na huśtawce.

Teraz łóżko coraz wyższe,
Miejsca pod sufitem brak,
Nie dokładam materacy,
Zastanawiam się jak zejść.

Czy po drewnianej drabinie,
Stopień po stopniu – bezpiecznie?
Czy zbudzona jak strażak,
Po zimnej rurze – prosto w ogień?

wtorek, 1 czerwca 2010

Dzień Dziecka

Haniu,


dzisiaj Twój dzień.
Choć tyle miałaś w sobie z dorosłości...

Zastanawiam się co zapamiętałaś z tego naszego świata? Ulubioną zabawę? Błogie chwile w uściskach Mamy i Taty?

Twoje oczy tak często pytały Dorosłych o sens, pytały z ufnością.
Z pokorą brałaś od życia tak wiele tego co boli.
Wierzę, że do Nieba zabrałaś tylko słodkie wspomnienie dzieciństwa, które przejawiało się w krótkich chwilach, oddzielanych długimi godzinami niezrozumienia.
Dziecięcego niezrozumienia bólu.

Bo ból nie powinien dotykać dziecka.
Jakże to po ludzku okrutne.
(...)"Chociaż istota ludzka składa się z materii, ciała, umysłu, duszy i ducha,
nauka szczodrze zajmuje się materią i ciałem,
skąpo umysłem, a duszą i duchem wcale."

Cytat z Śmiertelni, nieśmiertelni  Kena Wilbera

środa, 26 maja 2010

Obraz cz.2 (dla Wioli)

…dla Niej to wielkie niebo jest dzisiaj jak kartka papieru…


Swą drobną dłonią chwyta za piórko,
Zamacza je w lepkich chmurkach,
I przykleja gwiazdy.

Na tej niebiańskiej wyklejance jest wszystko o miłości do Mamy,
Nic o tym co doczesne.

Bo choć po ludzku tak trudno odczytywać
wschody i zachody słońca,
To w języku wieczności malują się na niebie piękne obrazy.

Obrazy Małych malarzy.

wtorek, 25 maja 2010

Obraz cz.1 (dla Wioli)

Kiedy patrzysz na wschody i zachody słońca,
Co widzisz?
Powtarzalne, magiczne zjawisko?
Gaszenie, zapalanie?
Scenerię dla gorącego pocałunku kochanków?

Co czujesz?
Senność, przebudzenie?
Zmęczenie, odprężenie?





Czy coś słyszysz?
Wydaje się, że to zjawisko bez dźwięku.
Język migowy Aniołów?
2 znaki mówiące tak wiele,
o światach równoległych,
które rozdziela cienka linia, przenikającego je horyzontu?

Dla Ciebie jest jedno tłumaczenie tego zjawiska.
To Jej spojrzenie...
Kiedy zasypiała, kiedy się budziła.
Z maleńkiej buzi odczytać można tak wiele,
Z wielkiego nieba tak niewiele.

piątek, 21 maja 2010

W sklepie z butami sprzedają freemaker'y?


Założyłam wysokie czerwone szpilki.
Powinno być OK.
Wyglądam w nich seksownie i  chyba tak się czuję.Chyba.
Pytanie tylko - ile km na nich przejdę jednorazowo.
Stopa nienaturalnie wygięta błaga o litość.
W krzyżu coś łupie.

Czy nie wygodniej byłoby w trampkach, gdyby nawet związać je sznurówkami ze sobą?
Jedna noga z drugą przecież się dogada.




W szpilkach obie wyginają się na różne strony.
Zgubienie buta w szynie tramwajowej jest bardzo prawdopodobne.

I co z tego, że jestem w zasięgu wzroku męża, kiedy je nałożę.
W trampkach, mnie nie dostrzega?
Ciężko mu skierować głowę niżej - tak już ma.

W dniu ślubu miałam na sobie niskie białe baletki, ale to było w dniu ślubu.
Po 3 latach małżeństwa pozostają mi tylko szpilki....i to na jakiś czas.
Bo kiedy wpadnę w dziurę zrobię jak w  reklamie Mentosa
i powiem " mentos, the freshmaker", albo "freemaker".

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Zasłyszana przypowieść - "Po drugiej stronie"

Kobieta oczekiwała narodzin bliźniaków - chłopców. Nie była świadoma, jaka gorąca debata ma miejsce w jej brzuszku.
Maleństwa rozmawiały o tym co je czeka po drugiej stronie.
Jeden bardzo wierzył, że TAM jest kochająca mama, że będzie mógł chodzić na własnych nogach, oddychać nosem, mówić, jeść słodkości, bawić się, że będzie przytulany i kochany.

Drugi śmiał się z brata, próbował zamazać jego wizję słowami: "tam nic nie ma, jesteśmy tu i teraz, będziemy oddychać i jeść pępowiną, słuchać bicia serca. Cieszmy się zatem tym co mamy"

sobota, 10 kwietnia 2010

...

Kiedy tkwimy w przeszłości
Mówimy dobranoc terażniejszości,
żegnaj  - przyszłości

My lecimy dalej…w samolocie życia.

Kiedy wylądujemy, w jakich okolicznościach, z kim na pokładzie…?
Co będzie zawierał nasz bagaż?
Czy będziemy wyspani, czy zmęczeni?
Jak będziemy ubrani?
Kto odprowadzi nas na lotnisko?
Do kogo wyślemy ostatnią wiadomość?

Póki co, możemy zadbać o powyższe...pamiętając o tym, że dzień jest krótki.





czwartek, 8 kwietnia 2010

Czas wolny

Haniu...Czy w niebie jest dużo wolnego czasu...?
Mam nadzieję, że jest.


Tyle obowiązków ostatnio...tu na ziemi.
Tak mało czasu na relaks.

Choć może w niebie też pracujecie na cały etat, pomagając nam tu na dole;-)?

W sumie, to i nadgodziny możecie pykać, bo tyle problemów mamy wieczorami,
MY-ziemscy nieszczęśnicy.



wtorek, 6 kwietnia 2010

Poświąteczne refleksje



Święta Wielkanocne, ta sama tradycja, te same potrawy, radość z dotrzymanych obietnic postnych, mokry poniedziałkowy poranek...spacery...rozmowy w gronie rodziny...
Każdego roku święta malują inne wzory na pisance. W tym nie namalowały kwiatków, szlaczków...w tym roku napisały coś ważnego o życiu.

Kuchnia zawsze była ważnym miejscem podczas świąt, to w niej powstają świąteczne przysmaki, to z niej ulatuje zapach wielkanocnej baby...w niej krzątają się gospodynie...
Nigdy nie miałam w tym miejscu tak wielu przemyślen.
Kiedy ciało odmawia Ci posłuszeństwa, ręce nie pracują jak dawniej...chwyć mokry talerz  i cierpliwie wycieraj, ze spokojem, jeden po drugim...by czyste postawić na stole.
 
Jak często nie mamy tej cierpliwości, rzucamy talerzami o ścianę...rozsypują się w drobny mak.
Jesteśmy bardziej chorzy od Chorych.
 
Dziękuję Ci Basiu - jeszcze wiele mogłabym się od Ciebie nauczyć.
 

poniedziałek, 29 marca 2010

Mężczyzna i kobieta

Mężczyzna i kobieta,
Stworzeni by się kochać,
By być jak 2 połówki jabłka.

Ramię mężczyzny,
Silne, by mogła się na nim wypłakać kobieta.
Serce kobiety,
Wrażliwe, by z niego mógł czerpać dobro mężczyzna.

Mrzonka?

Spróbujcie zatem oprzeć się na ramieniu tak, by nie było za twarde…
Otwórzcie swoje serce tak, by nie zostało zranione…

Kwaśne to jabłko i siedzi w nim robak.

sobota, 27 marca 2010

Moje imię to Miś


Rano bawiłem się ulubionym misiem,
Wsadziłem go do samochodziku,
Tego niebieskiego, który kupiła mama.



Jak co dzień mama starannie mnie ubrała,
Ciepła czapeczka i rękawiczki z włóczki,
No i moja ulubiona koszulka w paseczki.

...i pojechaliśmy na wycieczkę.

Tam znowu bawiłem się z moim misiem,
A potem wyrzuciłem go do stawu.
Nikt nie wie jak na imię ma Miś,
Kocham go tylko ja.

Teraz jestem bardzo znany,
Pełno wszędzie moich zdjęć,
Bo znaleźli mojego Misia...

Zaraz...Dlaczego jestem taki blady i siny na tych zdjęciach?!
Tatusiu w niebie - ja umarłem?

Mamie pewnie teraz przykro, że wyrzuciłem Misia.
Nie martw się mamo, tutaj mam mnóstwo mięciutkich misiów.

czwartek, 25 marca 2010

Opowiastka o ważce

Pewnego dnia larwy owadów rozmawiały o Tych spośród siebie,
które weszły na liść lilii wodnej a potem zniknęły.
Zastanawiały się dokąd odleciały.
Obiecały sobie, że jeśli którejś z nich się to przytrafi,
wróci i o opowie, gdzie była.



Pewnego dnia jedna z larw weszła na lilię i zamieniła się w ważkę.
Jej ciało nabrało nieodpartego blasku, a z odwłoka wyrosły cztery piękne skrzydełka.
Ważka zatrzepotała nimi i wzbiła się w górę ku słońcu.
Podczas tego radosnego lotu przypomniała sobie o obietnicy.




Postanowiła więc wrócić i powiedzieć innym gdzie była.
Chciała zanurkować, osiąść na wodzie, ale chociaż bardzo się starała, nie mogła wrócić.

Pomyślała: „gdyby udało mi się wrócić do wody, to i tak nikt by mnie nie rozpoznał w tym nowym, przepięknym ciele. Larwy będą musiały zaczekać, na swój liść lilii, by dowiedzieć się dokąd poszłam i czym się stałam.”

Fragment z Balsamu dla duszy w żałobie

środa, 24 marca 2010

...

Wiele Naszej energii pochłania nauka wiary w to co już wierzymy...
...bo nie mamy odwagi by po prostu uwierzyć.

poniedziałek, 22 marca 2010

...kolejne wspomnienia z dzieciństwa, które ubrałam w wiersz

Ugoszczona


Wchodzę na posesję Pani Głowy,
Nieporządek jawi mi się jako czarna postać.
To jej służący?
Zasiadam przy stole przy nalewce z myśli i serniku słodkim jak wspomnienie.
Tak przytulnie - choć panuje chaos,

Szuflada pamięci otwarta,
Wiatr wdziera się przez szparę,
Latają kartki – pożółkłe,
Unosi się zapach starego pudru babci.

Na posesji domowników brak,
Ukradkiem, choć nie powinnam,
(Powstrzymuje mnie jedynie wstyd przed sobą samą),
Zaglądam do otwartej szuflady…

Zapisane stronnice tańczą wokół mnie,
Wydają się nucić kołysankę z dzieciństwa.

Widzę nie tak siwą jak teraz głowę dziadka,
Poprawiającego moją wciąż krzywą stopę,
Zapewne chciała pójść w inną stronę,
Przeciwną – do tej zaplanowanej przez dorosłych.

Nagle jestem w domu rodzinnym,
Chyba tuż przed wigilią,
Woń gotowanych gruszek dociera do nozdrzy,
A ja się bawię – bezpieczna.

Trzasnęły drzwi, wrócili domownicy,
Zamykam szufladę,
Zacieram ślady grzebania,
Wracam do stołu.

Pani Głowa prowadzi mnie do spiżarni,
Jak każda dobra gospodyni chce zabłysnąć.
Widzę słoje z malinami, piklowane gruszki, wiśnie,
Jest jeszcze stara zakurzona skrzynia,
Owita grubym  łańcuchem,
Domownicy nigdy jej nie otwierają.

Soczyste maliny rozpływają się w ustach,
Piłam takie w herbacie, kiedy byłam chora.

Otwieram oczy i biegnę,
Wciśnięta w tłum na Marszałkowskiej,
I już tylko podniebienie się raduje.


Warszawa, 2005

Muzeum

Kiedy odchodzą Ci, których kochamy,
często zamykamy drzwi do Ich Pokoju.

Nie wchodzimy tam, nie zmieniamy pościeli, nie odchylamy zasłon, nie otwieramy okna, nie wpuszczamy Nie-Domowników.

Wszystko musi pozostać nienaruszone. Muzeum wspomnień ze zniszczonymi eksponatami Nadziei.

Dla nas nienaruszone oznacza święte,

Dla nich - skostniałe, martwe.
Otwórzmy drzwi, postawmy na stole bukiet wiosennych kwiatów, wpuśćmy promienie słońca.
Niech zapach świeżo upieczonego ciasta wkradnie się do pokoju.
 
Ich dom jest teraz w naszym sercu.

poniedziałek, 15 marca 2010

Mrożonki


No i znowu zasypało.
Nie pomogły świeże, żółte tulipany, fioletowy żakiet.
Pochowałam swetry do próżniowego worka i nic.
Chciałam jej pokazać. Powiedzieć "wynoś się".

Przegrałam. Projekt "odwołuję zimę" nie wypalił.


Czasami musi nas ostro zmrozić byśmy docenili pachnące kwiatami wiosenno-letnie wieczory.

Tylko czy tak jak mrożonki tracimy cenne witaminy?
Czy wyglądamy tak samo nienaturalnie lądując na talerzu?
Wygotowane, bez smaku?

piątek, 12 marca 2010

Opowiem Ci Haniu o moim dzieciństwie...

Wiesz Haniu,

czasem wspominam swoje dzieciństwo.

Wiosenno - letnie spacery z dziadkiem.
Dziadek kupował mi watę cukrową
albo rurkę z kremem,
od rudej, pulchnej Pani.






Przyjemne były te spacery na krótkich nogach.
I ta moja krzywa stopa, odchylająca się zawsze do środka.
Dziadek wtedy kucał i prostował.
Prostował tak co trzeci krok.
Miał cierpliwość.

Jajecznica była niedobra. Zamiast śniadania mogłam raczyć się Vibovitem na sucho.
Wkładałam swój mały, tłusty paluch do saszetki i oblizywałam.

Wszystko było jakieś takie duże,
Przedpokój jakiś taki dłuższy,
..a Niebo, jak bita śmietana z rurki.
Puszyste i smaczne.

Wierzę Haniu, że Niebo to nasze drugie dzieciństwo.
Kiedy tam trafimy Pan Bóg kupi nam watę cukrową,rurkę z kremem,
Wyprostuje krzywą, dużą stopę
i zabierze na długi spacer.

...i będzie tam Dziadek, ruda Pani,
Wszyscy, których Kochamy.

Będziesz tam Ty,
Radosna,
Z biedronką we włosach,
i torebką pełną bezbarwnych,
smakowitych szminek.

CAŁUJĘ CIĘ MOCNO.

czwartek, 11 marca 2010

DODAWANIE KOMENTARZY

Drodzy,

trochę organizacyjnie.

By dodać komentarz:

1. Klikacie pod postem na Comments
2. Ładuje się disqus - program do komentowania
3. Klikacie na "gość" - publikuję jako gość
4. Wpisujecie adres email, imię
5. Następnie klikacie na dole: Komentuje jako gość

To tyle. Nie takie trudne.
Działa w przypadku postów z marca. W starszych miałam jeszcze program z pakietu.

UDANEGO KOMENTOWANIA!

środa, 10 marca 2010

Strach na wróble

"...stało się moralnym i społecznym obowiązkiem przyczyniać się do zbiorowego poczucia szczęścia, unikając wszystkiego, co mogłoby wywołać uczucie smutku lub znużenia, stwarzając pozory radości nawet wtedy, gdy jest się w otchłani rozpaczy”

Filip Aries

                                                        Autor zdjęcia: Łukasz Zandecki/AG

..i tak jest. Zakładamy maski. Mamy ich w szafie sporo, różne kolory, by dobrać do stroju, do okazji.

Kiedy żyje się bez maski jest trudniej.
Rozważamy, zastanawiamy się, współodczuwamy, dzielimy się swoimi uczuciami - czasem działając na innych jak strach na wróble.

Tak sobie tylko myślę....przecież wróble z czasem przyzwyczajają się do tego Stracha, siadają na jego kijowatych rękach, skubią szmaty.
...i nadchodzi czas, że zaczynają mu śpiewać do ucha.
Kim zatem lepiej być? Strachem na wróble czy kukłą w masce?
Zamknąć się z innymi w klatce pozornej radości, czy pozostać sobą i pozwolić sobie na płacz przy wróblach?

poniedziałek, 8 marca 2010

Ślub cywilny

W zeszłą sobotę świadkowałam, oddałam podpis, towarzyszyłam
(dokładnie nie wiem co konkretnie uczyniłam),
w tej 10-minutowej ceremonii.

Jest wiele ważnych chwil w życiu człowieka.

Narodziny, które przeciągają się nawet do 24 godzin,
Chrzest, kolejne 1,5 godziny,
Komunia Święta, juz mamy godzin 27,

Matura, obrona pracy magisterskiej.
Interview, jedno albo dziesiątki....
Dłużej jedzie się na 36 piętro jednego z warszawskich drapaczy chmur,
Bo czasem Ktoś nas zatrzyma, Ktoś wsiądzie, wysiądzie.

A tu - 10 minut i trzy miesiące gwarancji.
Pogrzeb trwa dłużej.
Żywe kwiaty dla umarłych,
Sztuczne dla żywych.
Nie pachną, ale dłużej postoją.

czwartek, 4 marca 2010

...

Moc uszczęśliwiania człowieka ma tylko drugi człowiek.

środa, 3 marca 2010

Apteczka

Dziecko nie umiera, odchodzi...


Nasza nieśmiertelność - to ona umiera. Nasze plany, nasze wyobrażenia....
 
Rana nigdy się nie zabliźni. Będzie otwarta, będzie szczypała. Możemy jednak dmuchać na nią pięknymi wspomnieniami, by tak nie bolało. Oczyszczać ją z jadowitego żalu i złości.
Nie zakrywać - bo będzie się paprać. Pokażmy ją światu. Nie bójmy się, że ludzie odejdą. Pozostaną Ci odważni, a takich potrzebujemy.

Z naszej apteczki wyrzućmy więc plastry, bandaże, spirytus. Właściwie wyrzućmy ją z całym tym wyposażeniem.

Jeśli poprosimy o butelkę wody, by ją przemyć, na pewno ją otrzymamy.

wtorek, 2 marca 2010

Sens

Szukam sensu Haniu. Bo wiem, że taki jest.

Chciałabym zdążyć zrozumieć jeszcze tu, na ziemi - wynika to ze zwykłej ludzkiej słabości.
Ty już wiesz...dajesz znać...choć nie zawsze słyszę.

"Idź przez życie tak, aby ślady Twoich stóp przetrwały Cię".

Twoje maleńkie stópki Haniu pozostawiły Wielkie ślady, Nas Dorosłych nauczyły dorosłości, doceniania każdego DZISIAJ, bez planów na jutro. Pomogłaś nam przejść tą cienką granicę...Można by powiedzieć - miałaś tyle przed sobą.
Odwróćmy jednak naszą ludzką logikę mówiąc - miałaś tyle za sobą, w tak krótkim czasie uczyniłaś tak wiele, niejeden z Nas nie zdoła dokonać tyle przez całe życie.
Wypełniłaś to naczynie po brzegi, nawet poza.
Choć tęsknota będzie zawsze, nie jest ona, aż tak dotkliwa jak pustka i brak sensu.
Małymi Dużymi stopkami przetarłaś szlaki, pozostawiłaś znaki drogowe, byśmy bezboleśnie dotarli do kładki.
Wyjdziesz na nią z kwiatuszkami...zaprosisz uśmiechem słodkim...

Szukałam książki...

..."Weź, pokochaj smoka". Odsyłano mnie do regałów "Religia".
Nie psychologia, nie socjologia, nie nauka...Religia.
Zabawne. Czy śmierć dotyczy tylko religii?
Ludzie niewierzący nie umierają?
Może ze strachu wciskamy Ją w tematykę religijną - bo i tak rzadko Kto tam zagląda.
Tymczasem jest wszechobecna i wie doskonale, na której z półek powinna się znaleźć.

piątek, 26 lutego 2010

Krok za Tobą (dla Wioli)



Autor zdjęcia: Monika Tarwacka
http://monikatarwacka.fotolog.pl/


Wszystko wydaje się matematycznie logiczne....
Zaczynamy od rozmiaru 56
i rośniemy...


...62, 68, 74, 80, 86, 92...


To samo ze stópkami,

Pierwsze buciki Marcelka nosiły numer 19.


Dojrzewany do macierzyństwa wedle numeracji.

Wedle tej samej numeracji, Rośnie nasza nieśmiertelność.
Niesmiertelność budowana z cegiełek:                            
przedszkole, szkoła, studia...pierwsza miłość,
....Naszego dziecka.                                                                      
Pierwsze dziecko naszego dziecka.      
                                                                                                                                         

Taką bezpieczną logikę zaszczepiłeś w Nas Boże.
Matematyka życia?

Wzór jednak nie zawsze daje poprawny wynik.
Pomyliłeś się?
2x2 nie równa się 4.


Dlaczego ostatni bucik miał numer 24?
To nie jest funkcja rosnąca, a nawet nie malejąca,
I nie stała!


Teraz całe życie muszę zmieścić w tym rozmiarze,
Boże!

26 lutego 2010 roku

czwartek, 25 lutego 2010

GRANICE CZASU

Ludzie ubierają każdy aspekt życia w szatę czasu, już od najmłodszych lat. Tyle lat powinno mieć dziecko, kiedy zaczyna chodzić, tyle kiedy powinno wyrzucić smoczek, tyle kiedy powinno zacząć mówić. W takim wieku najlepiej urodzić dziecko, po takim czasie w związku nadchodzi kryzys, aż w końcu, zaczepiają o śmierć, mówiąc: "Już dawno powinnaś się pozbierać, żyć dalej"


Tymczasem Bóg jest cierpliwy...Czeka na Nas. Nie nakłada na nasze życie czasowych ram. Dla Niego istnieje tylko wieczność. Nie godzina, nie dwie, nie pół roku.

I nic w życiu nie przechodzi...Nic nie mija, NIE ZAPOMINAMY. Ból nie boli mniej, miłe wspomnienia nie blakną. Tak jak zbieramy pamiątki z podróży, tak samo zbieramy pamiątki z życia, wspomnienia. One są w naszej walizce, coraz więcej ich mamy...i z tą walizką wejdziemy na kładkę, która nas zaprowadzi do Ostatniego Świata - jaki by on nie był.

Jeśli zatem Ktoś nam mówi: to minie - to bardzo mało Wie o życiu.

...bo jest taka droga...

...którą podążamy, każdego dnia.

Czasem błądzimy, oddalamy się, zatrzymujemy się na przystankach, w domach dobrych lub złych gospodarzy.

Linia 180

Powrót do domu – na 180 procent to nie jest mój dom.
Mijam Powązki i już taka pewna nie jestem.

18 czerwca 2009



wtorek, 23 lutego 2010

Ciasteczkowy potwór

Dzisiaj przyziemnie...znowu zapraszam do kuchni, będzie kulinarnie.

Gdyby porównać życie do pieczenia ciasta....wymienić jego składniki....
Albo nie - skupić się na tym najważniejszym - bez mąki ciasta nie upieczemy.
Mąka - dla mnie świat stoi do góry nogami. Mąka stała się pracą, olejkiem migdałowym  - życie rodzinne.
Aromat jest przepiękny, gdy dodamy 2 krople, ale to tylko 2 krople. Ciasto upiecze się i bez olejku.
Wielu z nas takim ciastem, bez zapachu,  zapycha się każdego dnia.
Jest mąka, jest i ciasto. Po co komu dodatkowe wrażenia podczas jedzenia.
 Już dawno stępił się nasz zmysł powonienia.

Zresztą, w którym domu pachnie ciastem? W co piątym, w co dziesiątym? Chyba nawet i nie.

sobota, 20 lutego 2010

Spaghetti

Jak w każdy weekend pichcę.
Cebulka, świeże pomidorki, czosnek, bazylia...duszą się. Soczyste!
Mam chwilkę dla siebie, zasiadam na kanapie i odwiedzam Ciebie Haniu, nowych wpisów brak.
Wchodzę więc do archiwum...
Lipiec miesza się z grudniem,
kwiatuszki z kroplówkami,
biedronki z tabletkami...

Ja też się duszę...soczyście...żal jak pieprz wypala mi gardło...
Czas dosolić sos..
Łzami?

Choć człowiek chce zrozumieć i tak sporządzona potrawa odbije się ogromną zgagą.
Taka to już z tego życia niestrawność.

Muszelka?

A to muszelka, którą znalazłam na plaży dokładnie 9 dni temu...Czyż nie przypomina anielskiego skrzydła?
Znak od Ciebie Haniu?

wtorek, 16 lutego 2010

Nasze ludzkie problemy

Oj Haniu!

Nasze ludzkie, przyziemne problemy - problemy na Parterze: zniszczone solą buty, zaśnieżone samochody, długie powroty do domu, nie obejrzany serial, złamany paznokieć. Wysypisko śmieci w naszych duszach.
A wystarczyłoby żyć ekologicznie: mniej plastikowych uczuć, mniej słów jak duszący dym, mniej uśmiechów z ciężkiego metalu.

Ale Ty nas uczysz Kochana, każdego dnia.Wspomnienie Twojej dzielnej walki sprawia, że pokorniejemy.
Tak daleko nam do Twojej mądrości.

Spotkania na 1 piętrze

Piękne są te spotkania na 1 Piętrze, tak nazywam moje spotkania z Niebem:-)Chcąc ugłaskać zimę, uspokoić ją trochę, mogę powiedzieć, że dzięki niej mamy dużo czasu by się właśnie pospotykać. Bo gdy puch zasypie ulice, mrok odwiedzi w połowie dnia, to cóż robić? Chętnie wchodzę wtedy po schodach na to Piętro i rozmawiam z Tymi, którzy już wygrali z życiem. Rozmawiam z Hanią (oczywiście, gdy nie jest zajęta rozmową z rodzicami:-))...
Dzięki niej coraz częściej opuszczam mój pokój na parterze i widzę więcej.
Wstydzę się, jak sobie przypomnę, ile razy z równowagi wyprowadzały mnie drobiazgi. To te drobiazgi tak bardzo pochłaniały mój czas i zagracały parter...Wrzucałam je wtedy wszystkie do starej szafy, która uniemożliwiała wejście na Piętro.
I widzisz Haniu...tych drobiazgów już nie ma, szafy też, a na górę wchodzę bardzo często.
Tylko kiedy jestem na Piętrze, wiem, że cierpienie po coś jest.

piątek, 22 stycznia 2010

Anioły i miłość romantyczna.

Miłość - miłość na walizce, a w tej walizce mnóstwo ciuchów, które zawsze można wyprać, wymienić na nowe, zszyć, połatać...te dziurawe skarpetki.
Z walizką zawsze można wyjść, gdy w przedziale życia zrobi się za gorąco.

Anioły - pióra na plastiku, reklama firmy ochroniarskiej Juwentus, zakurzone figurki na wystawie fabryki kiczu, reklama Red Bulla, wystarczy wypić i też się będzie aniołem.

W tej formie miłośc i anioły idealnie do siebie pasują. Nie będą ze sobą walczyć o popularność, jadą na tym samym wózku.

W dzieciństwie:

Anioł - niewidzialny przyjaciel, któremu ufam, którego pokornie słucham, wierząc, że pochodzi od Doskonałości.

Miłość - czyste, naiwne emocje, nie splamione, pełne wdzięku.

W tej formie stanowią jedność.Przygotowują się do walki. By być gotowym, gdy nadejdzie Dorosłość.

czwartek, 21 stycznia 2010

... bo w życiu Anioły się "wydarzają"

W sytuacjach groźnego niebezpieczeństwa, w obliczu choroby (naszej lub bliskiej osoby) zwracamy się najczęściej do "innego wymiaru". Ta transcendentna siła daje wtedy o sobie znać na wiele sposobów.

Odczuwamy impuls, zaczynają się dziać wokół nas rzeczy, które nadają wszystkiemu sens, zapala nas iskra, która rzuca światło na to, co wydaje się nieosiągalne dla naszych oczu.

Czujemy się wolni.

środa, 20 stycznia 2010

Od czegoś trzeba zacząć...

Drodzy

od czegoś trzeba zacząć...
Na pewno każdy z Was kiedyś

podarował,
otrzymał,
znalazł,
widział

Anioła

drewnianego,
metalowego,
porcelanowego,
wełnianego,

Anioł istnieje zatem w naszym życiu materialnym.
Cieszymy się widząc te małe Drobiazgi.
Drobiazgowość to jednak nie jest domena Nieba.
Dla Aniołów nastał zatem czas kryzysu.
Anielskość została zawężona do sentymentalnych, umilonych form, powiązanych ze światem dzieci, form mało ważnych.

Popkultura, reklama, pozbawiła te Boskie Istoty pracy - która opiera się głównie na towarzyszeniu człowiekowi w jego drodze życia, na inspirowaniu.
Kryzys gopspodarczy dopadł również Niebo.

Chciałabym otworzyć Czytelnikom oczy duszy, na ten Ostatni z ostatnich świat.Byśmy wspólnie spróbowali usłyszeć trzepot anielskich skrzydeł.Byśmy znaleźli w oku piórko, które podrażni je do łez..Łza oczyści z pyłu, byśmy widzieli świat takim, jakim jest naprawdę.

W domu elfa



Zapleć rzęsy w śnie głębokim,
Podaj dłoń Przewodnikowi,
Ujrzysz błogie Tam widoki,
Ludzie jacyś tacy Nowi.

Patrz ostrożnie i z daleka,
Stąpaj tylko kiedyś pewien,
Szczęście długo tam nie czeka,
A wybrany jesteś Jeden.

Miej przy sobie kartkę białą,
Pióro wieczne rozpisane,
Kiedy ujrzysz Postać Białą,
Nanieś to co powiedziane.

I ogarnie Ciebie spokój,
Szukać już nie będziesz w ciele,
W domu Elfa jest Twój Pokój,
Smutku radość, łez wesele.

Serce twoje pić przestanie
Ale dusza łaknąć zacznie,
Tu jest Twoje spoczywanie,
Życie było ...

18 czerwca 2009