...psu kamień (na tych codziennych spacerach po dziewiętnastej).
Rzucałam mu kamień i zawsze byłam pewna, że przyniesie go z powrotem,
Z merdającym ogonem, językiem na wierzchu i kapiącą śliną.
Rzucałam też słowami – obślinione były jak ten kamień, ale nadal moje.
Dziecinnie proste było to rzucanie.
Teraz już nie rzucam- piszę.
Tak trudno było zwlec się z miękkiego choć nie wygrzanego łóżka na ten spacer.
Dokładałam materace, było coraz miększe,
Coraz dalej do ziemi,
A nóżki powiewały jak u małej dziewczynki na huśtawce.
Teraz łóżko coraz wyższe,
Miejsca pod sufitem brak,
Nie dokładam materacy,
Zastanawiam się jak zejść.
Czy po drewnianej drabinie,
Stopień po stopniu – bezpiecznie?
Czy zbudzona jak strażak,
Po zimnej rurze – prosto w ogień?

