Mężczyzna i kobieta,
Stworzeni by się kochać,
By być jak 2 połówki jabłka.
Ramię mężczyzny,
Silne, by mogła się na nim wypłakać kobieta.
Serce kobiety,
Wrażliwe, by z niego mógł czerpać dobro mężczyzna.
Mrzonka?
Spróbujcie zatem oprzeć się na ramieniu tak, by nie było za twarde…
Otwórzcie swoje serce tak, by nie zostało zranione…
Kwaśne to jabłko i siedzi w nim robak.
TEMATYCZNIE
Archiwum bloga
poniedziałek, 29 marca 2010
sobota, 27 marca 2010
Moje imię to Miś
Rano bawiłem się ulubionym misiem,
Wsadziłem go do samochodziku,
Tego niebieskiego, który kupiła mama.
Jak co dzień mama starannie mnie ubrała,
Ciepła czapeczka i rękawiczki z włóczki,
No i moja ulubiona koszulka w paseczki.
...i pojechaliśmy na wycieczkę.
Tam znowu bawiłem się z moim misiem,
A potem wyrzuciłem go do stawu.
Nikt nie wie jak na imię ma Miś,
Kocham go tylko ja.
Teraz jestem bardzo znany,
Pełno wszędzie moich zdjęć,
Bo znaleźli mojego Misia...
Zaraz...Dlaczego jestem taki blady i siny na tych zdjęciach?!
Tatusiu w niebie - ja umarłem?
Mamie pewnie teraz przykro, że wyrzuciłem Misia.
Nie martw się mamo, tutaj mam mnóstwo mięciutkich misiów.
czwartek, 25 marca 2010
Opowiastka o ważce
Pewnego dnia larwy owadów rozmawiały o Tych spośród siebie,
które weszły na liść lilii wodnej a potem zniknęły.
Zastanawiały się dokąd odleciały.
Obiecały sobie, że jeśli którejś z nich się to przytrafi,
wróci i o opowie, gdzie była.
Pewnego dnia jedna z larw weszła na lilię i zamieniła się w ważkę.
Jej ciało nabrało nieodpartego blasku, a z odwłoka wyrosły cztery piękne skrzydełka.
Ważka zatrzepotała nimi i wzbiła się w górę ku słońcu.
Podczas tego radosnego lotu przypomniała sobie o obietnicy.
Postanowiła więc wrócić i powiedzieć innym gdzie była.
Chciała zanurkować, osiąść na wodzie, ale chociaż bardzo się starała, nie mogła wrócić.
Pomyślała: „gdyby udało mi się wrócić do wody, to i tak nikt by mnie nie rozpoznał w tym nowym, przepięknym ciele. Larwy będą musiały zaczekać, na swój liść lilii, by dowiedzieć się dokąd poszłam i czym się stałam.”
Fragment z Balsamu dla duszy w żałobie
które weszły na liść lilii wodnej a potem zniknęły.
Zastanawiały się dokąd odleciały.
Obiecały sobie, że jeśli którejś z nich się to przytrafi,
wróci i o opowie, gdzie była.
Pewnego dnia jedna z larw weszła na lilię i zamieniła się w ważkę.
Jej ciało nabrało nieodpartego blasku, a z odwłoka wyrosły cztery piękne skrzydełka.
Ważka zatrzepotała nimi i wzbiła się w górę ku słońcu.
Podczas tego radosnego lotu przypomniała sobie o obietnicy.
Postanowiła więc wrócić i powiedzieć innym gdzie była.
Chciała zanurkować, osiąść na wodzie, ale chociaż bardzo się starała, nie mogła wrócić.
Pomyślała: „gdyby udało mi się wrócić do wody, to i tak nikt by mnie nie rozpoznał w tym nowym, przepięknym ciele. Larwy będą musiały zaczekać, na swój liść lilii, by dowiedzieć się dokąd poszłam i czym się stałam.”
Fragment z Balsamu dla duszy w żałobie
Etykiety:
DROGA DO NIEBA CZYLI PROZA ŻYCIA
środa, 24 marca 2010
...
Wiele Naszej energii pochłania nauka wiary w to co już wierzymy...
...bo nie mamy odwagi by po prostu uwierzyć.
...bo nie mamy odwagi by po prostu uwierzyć.
poniedziałek, 22 marca 2010
...kolejne wspomnienia z dzieciństwa, które ubrałam w wiersz
Ugoszczona
Wchodzę na posesję Pani Głowy,
Nieporządek jawi mi się jako czarna postać.
To jej służący?
Zasiadam przy stole przy nalewce z myśli i serniku słodkim jak wspomnienie.
Tak przytulnie - choć panuje chaos,
Szuflada pamięci otwarta,
Wiatr wdziera się przez szparę,
Latają kartki – pożółkłe,
Unosi się zapach starego pudru babci.
Na posesji domowników brak,
Ukradkiem, choć nie powinnam,
(Powstrzymuje mnie jedynie wstyd przed sobą samą),
Zaglądam do otwartej szuflady…
Zapisane stronnice tańczą wokół mnie,
Wydają się nucić kołysankę z dzieciństwa.
Widzę nie tak siwą jak teraz głowę dziadka,
Poprawiającego moją wciąż krzywą stopę,
Zapewne chciała pójść w inną stronę,
Przeciwną – do tej zaplanowanej przez dorosłych.
Nagle jestem w domu rodzinnym,
Chyba tuż przed wigilią,
Woń gotowanych gruszek dociera do nozdrzy,
A ja się bawię – bezpieczna.
Trzasnęły drzwi, wrócili domownicy,
Zamykam szufladę,
Zacieram ślady grzebania,
Wracam do stołu.
Pani Głowa prowadzi mnie do spiżarni,
Jak każda dobra gospodyni chce zabłysnąć.
Widzę słoje z malinami, piklowane gruszki, wiśnie,
Jest jeszcze stara zakurzona skrzynia,
Owita grubym łańcuchem,
Domownicy nigdy jej nie otwierają.
Soczyste maliny rozpływają się w ustach,
Piłam takie w herbacie, kiedy byłam chora.
Otwieram oczy i biegnę,
Wciśnięta w tłum na Marszałkowskiej,
I już tylko podniebienie się raduje.
Warszawa, 2005
Wchodzę na posesję Pani Głowy,
Nieporządek jawi mi się jako czarna postać.
To jej służący?
Zasiadam przy stole przy nalewce z myśli i serniku słodkim jak wspomnienie.
Tak przytulnie - choć panuje chaos,
Szuflada pamięci otwarta,
Wiatr wdziera się przez szparę,
Latają kartki – pożółkłe,
Unosi się zapach starego pudru babci.
Na posesji domowników brak,
Ukradkiem, choć nie powinnam,
(Powstrzymuje mnie jedynie wstyd przed sobą samą),
Zaglądam do otwartej szuflady…
Zapisane stronnice tańczą wokół mnie,
Wydają się nucić kołysankę z dzieciństwa.
Widzę nie tak siwą jak teraz głowę dziadka,
Poprawiającego moją wciąż krzywą stopę,
Zapewne chciała pójść w inną stronę,
Przeciwną – do tej zaplanowanej przez dorosłych.
Nagle jestem w domu rodzinnym,
Chyba tuż przed wigilią,
Woń gotowanych gruszek dociera do nozdrzy,
A ja się bawię – bezpieczna.
Trzasnęły drzwi, wrócili domownicy,
Zamykam szufladę,
Zacieram ślady grzebania,
Wracam do stołu.
Pani Głowa prowadzi mnie do spiżarni,
Jak każda dobra gospodyni chce zabłysnąć.
Widzę słoje z malinami, piklowane gruszki, wiśnie,
Jest jeszcze stara zakurzona skrzynia,
Owita grubym łańcuchem,
Domownicy nigdy jej nie otwierają.
Soczyste maliny rozpływają się w ustach,
Piłam takie w herbacie, kiedy byłam chora.
Otwieram oczy i biegnę,
Wciśnięta w tłum na Marszałkowskiej,
I już tylko podniebienie się raduje.
Warszawa, 2005
Etykiety:
WIERSZE SPOD ANIELSKIEGO PIÓRA
Muzeum
Kiedy odchodzą Ci, których kochamy,
często zamykamy drzwi do Ich Pokoju.
Nie wchodzimy tam, nie zmieniamy pościeli, nie odchylamy zasłon, nie otwieramy okna, nie wpuszczamy Nie-Domowników.
Wszystko musi pozostać nienaruszone. Muzeum wspomnień ze zniszczonymi eksponatami Nadziei.
Dla nas nienaruszone oznacza święte,
Dla nich - skostniałe, martwe.
Otwórzmy drzwi, postawmy na stole bukiet wiosennych kwiatów, wpuśćmy promienie słońca.
Niech zapach świeżo upieczonego ciasta wkradnie się do pokoju.
Ich dom jest teraz w naszym sercu.
często zamykamy drzwi do Ich Pokoju.
Nie wchodzimy tam, nie zmieniamy pościeli, nie odchylamy zasłon, nie otwieramy okna, nie wpuszczamy Nie-Domowników.
Wszystko musi pozostać nienaruszone. Muzeum wspomnień ze zniszczonymi eksponatami Nadziei.
Dla nas nienaruszone oznacza święte,
Dla nich - skostniałe, martwe.
Otwórzmy drzwi, postawmy na stole bukiet wiosennych kwiatów, wpuśćmy promienie słońca.
Niech zapach świeżo upieczonego ciasta wkradnie się do pokoju.
Ich dom jest teraz w naszym sercu.
Etykiety:
DROGA DO NIEBA CZYLI PROZA ŻYCIA
poniedziałek, 15 marca 2010
Mrożonki
No i znowu zasypało.
Nie pomogły świeże, żółte tulipany, fioletowy żakiet.
Pochowałam swetry do próżniowego worka i nic.
Chciałam jej pokazać. Powiedzieć "wynoś się".
Przegrałam. Projekt "odwołuję zimę" nie wypalił.
Czasami musi nas ostro zmrozić byśmy docenili pachnące kwiatami wiosenno-letnie wieczory.
Tylko czy tak jak mrożonki tracimy cenne witaminy?
Czy wyglądamy tak samo nienaturalnie lądując na talerzu?
Wygotowane, bez smaku?
Etykiety:
DROGA DO NIEBA CZYLI PROZA ŻYCIA
piątek, 12 marca 2010
Opowiem Ci Haniu o moim dzieciństwie...
Wiesz Haniu,
czasem wspominam swoje dzieciństwo.
Wiosenno - letnie spacery z dziadkiem.
Dziadek kupował mi watę cukrową
albo rurkę z kremem,
od rudej, pulchnej Pani.
Przyjemne były te spacery na krótkich nogach.
I ta moja krzywa stopa, odchylająca się zawsze do środka.
Dziadek wtedy kucał i prostował.
Prostował tak co trzeci krok.
Miał cierpliwość.
Jajecznica była niedobra. Zamiast śniadania mogłam raczyć się Vibovitem na sucho.
Wkładałam swój mały, tłusty paluch do saszetki i oblizywałam.
Wszystko było jakieś takie duże,
Przedpokój jakiś taki dłuższy,
..a Niebo, jak bita śmietana z rurki.
Puszyste i smaczne.
Wierzę Haniu, że Niebo to nasze drugie dzieciństwo.
Kiedy tam trafimy Pan Bóg kupi nam watę cukrową,rurkę z kremem,
Wyprostuje krzywą, dużą stopę
i zabierze na długi spacer.
...i będzie tam Dziadek, ruda Pani,
Wszyscy, których Kochamy.
Będziesz tam Ty,
Radosna,
Z biedronką we włosach,
i torebką pełną bezbarwnych,
smakowitych szminek.
CAŁUJĘ CIĘ MOCNO.
czasem wspominam swoje dzieciństwo.
Wiosenno - letnie spacery z dziadkiem.
Dziadek kupował mi watę cukrową
albo rurkę z kremem,
od rudej, pulchnej Pani.
Przyjemne były te spacery na krótkich nogach.
I ta moja krzywa stopa, odchylająca się zawsze do środka.
Dziadek wtedy kucał i prostował.
Prostował tak co trzeci krok.
Miał cierpliwość.
Jajecznica była niedobra. Zamiast śniadania mogłam raczyć się Vibovitem na sucho.
Wkładałam swój mały, tłusty paluch do saszetki i oblizywałam.
Wszystko było jakieś takie duże,
Przedpokój jakiś taki dłuższy,
..a Niebo, jak bita śmietana z rurki.
Puszyste i smaczne.
Wierzę Haniu, że Niebo to nasze drugie dzieciństwo.
Kiedy tam trafimy Pan Bóg kupi nam watę cukrową,rurkę z kremem,
Wyprostuje krzywą, dużą stopę
i zabierze na długi spacer.
...i będzie tam Dziadek, ruda Pani,
Wszyscy, których Kochamy.
Będziesz tam Ty,
Radosna,
Z biedronką we włosach,
i torebką pełną bezbarwnych,
smakowitych szminek.
CAŁUJĘ CIĘ MOCNO.
czwartek, 11 marca 2010
DODAWANIE KOMENTARZY
Drodzy,
trochę organizacyjnie.
By dodać komentarz:
1. Klikacie pod postem na Comments
2. Ładuje się disqus - program do komentowania
3. Klikacie na "gość" - publikuję jako gość
4. Wpisujecie adres email, imię
5. Następnie klikacie na dole: Komentuje jako gość
To tyle. Nie takie trudne.
Działa w przypadku postów z marca. W starszych miałam jeszcze program z pakietu.
UDANEGO KOMENTOWANIA!
trochę organizacyjnie.
By dodać komentarz:
1. Klikacie pod postem na Comments
2. Ładuje się disqus - program do komentowania
3. Klikacie na "gość" - publikuję jako gość
4. Wpisujecie adres email, imię
5. Następnie klikacie na dole: Komentuje jako gość
To tyle. Nie takie trudne.
Działa w przypadku postów z marca. W starszych miałam jeszcze program z pakietu.
UDANEGO KOMENTOWANIA!
Etykiety:
PORZĄDKI NA BLOGU ZMIANY POMOC
środa, 10 marca 2010
Strach na wróble
"...stało się moralnym i społecznym obowiązkiem przyczyniać się do zbiorowego poczucia szczęścia, unikając wszystkiego, co mogłoby wywołać uczucie smutku lub znużenia, stwarzając pozory radości nawet wtedy, gdy jest się w otchłani rozpaczy”
Filip Aries
Autor zdjęcia: Łukasz Zandecki/AG
..i tak jest. Zakładamy maski. Mamy ich w szafie sporo, różne kolory, by dobrać do stroju, do okazji.
Kiedy żyje się bez maski jest trudniej.
Rozważamy, zastanawiamy się, współodczuwamy, dzielimy się swoimi uczuciami - czasem działając na innych jak strach na wróble.
Tak sobie tylko myślę....przecież wróble z czasem przyzwyczajają się do tego Stracha, siadają na jego kijowatych rękach, skubią szmaty.
...i nadchodzi czas, że zaczynają mu śpiewać do ucha.
Kim zatem lepiej być? Strachem na wróble czy kukłą w masce?
Zamknąć się z innymi w klatce pozornej radości, czy pozostać sobą i pozwolić sobie na płacz przy wróblach?
Filip Aries
Autor zdjęcia: Łukasz Zandecki/AG
..i tak jest. Zakładamy maski. Mamy ich w szafie sporo, różne kolory, by dobrać do stroju, do okazji.
Kiedy żyje się bez maski jest trudniej.
Rozważamy, zastanawiamy się, współodczuwamy, dzielimy się swoimi uczuciami - czasem działając na innych jak strach na wróble.
Tak sobie tylko myślę....przecież wróble z czasem przyzwyczajają się do tego Stracha, siadają na jego kijowatych rękach, skubią szmaty.
...i nadchodzi czas, że zaczynają mu śpiewać do ucha.
Kim zatem lepiej być? Strachem na wróble czy kukłą w masce?
Zamknąć się z innymi w klatce pozornej radości, czy pozostać sobą i pozwolić sobie na płacz przy wróblach?
Etykiety:
DROGA DO NIEBA CZYLI PROZA ŻYCIA
poniedziałek, 8 marca 2010
Ślub cywilny
W zeszłą sobotę świadkowałam, oddałam podpis, towarzyszyłam
(dokładnie nie wiem co konkretnie uczyniłam),
w tej 10-minutowej ceremonii.
Jest wiele ważnych chwil w życiu człowieka.
Narodziny, które przeciągają się nawet do 24 godzin,
Chrzest, kolejne 1,5 godziny,
Komunia Święta, juz mamy godzin 27,
Matura, obrona pracy magisterskiej.
Interview, jedno albo dziesiątki....
Dłużej jedzie się na 36 piętro jednego z warszawskich drapaczy chmur,
Bo czasem Ktoś nas zatrzyma, Ktoś wsiądzie, wysiądzie.
A tu - 10 minut i trzy miesiące gwarancji.
Pogrzeb trwa dłużej.
Żywe kwiaty dla umarłych,
Sztuczne dla żywych.
Nie pachną, ale dłużej postoją.
(dokładnie nie wiem co konkretnie uczyniłam),
w tej 10-minutowej ceremonii.
Jest wiele ważnych chwil w życiu człowieka.
Narodziny, które przeciągają się nawet do 24 godzin,
Chrzest, kolejne 1,5 godziny,
Komunia Święta, juz mamy godzin 27,
Matura, obrona pracy magisterskiej.
Interview, jedno albo dziesiątki....
Dłużej jedzie się na 36 piętro jednego z warszawskich drapaczy chmur,
Bo czasem Ktoś nas zatrzyma, Ktoś wsiądzie, wysiądzie.
A tu - 10 minut i trzy miesiące gwarancji.
Pogrzeb trwa dłużej.
Żywe kwiaty dla umarłych,
Sztuczne dla żywych.
Nie pachną, ale dłużej postoją.
Etykiety:
WIERSZE SPOD ANIELSKIEGO PIÓRA
czwartek, 4 marca 2010
środa, 3 marca 2010
Apteczka
Dziecko nie umiera, odchodzi...
Nasza nieśmiertelność - to ona umiera. Nasze plany, nasze wyobrażenia....
Rana nigdy się nie zabliźni. Będzie otwarta, będzie szczypała. Możemy jednak dmuchać na nią pięknymi wspomnieniami, by tak nie bolało. Oczyszczać ją z jadowitego żalu i złości.
Nie zakrywać - bo będzie się paprać. Pokażmy ją światu. Nie bójmy się, że ludzie odejdą. Pozostaną Ci odważni, a takich potrzebujemy.
Z naszej apteczki wyrzućmy więc plastry, bandaże, spirytus. Właściwie wyrzućmy ją z całym tym wyposażeniem.
Jeśli poprosimy o butelkę wody, by ją przemyć, na pewno ją otrzymamy.
Nasza nieśmiertelność - to ona umiera. Nasze plany, nasze wyobrażenia....
Rana nigdy się nie zabliźni. Będzie otwarta, będzie szczypała. Możemy jednak dmuchać na nią pięknymi wspomnieniami, by tak nie bolało. Oczyszczać ją z jadowitego żalu i złości.
Nie zakrywać - bo będzie się paprać. Pokażmy ją światu. Nie bójmy się, że ludzie odejdą. Pozostaną Ci odważni, a takich potrzebujemy.
Z naszej apteczki wyrzućmy więc plastry, bandaże, spirytus. Właściwie wyrzućmy ją z całym tym wyposażeniem.
Jeśli poprosimy o butelkę wody, by ją przemyć, na pewno ją otrzymamy.
Etykiety:
DROGA DO NIEBA CZYLI PROZA ŻYCIA
wtorek, 2 marca 2010
Sens
Szukam sensu Haniu. Bo wiem, że taki jest.
Chciałabym zdążyć zrozumieć jeszcze tu, na ziemi - wynika to ze zwykłej ludzkiej słabości.
Ty już wiesz...dajesz znać...choć nie zawsze słyszę.
"Idź przez życie tak, aby ślady Twoich stóp przetrwały Cię".
Twoje maleńkie stópki Haniu pozostawiły Wielkie ślady, Nas Dorosłych nauczyły dorosłości, doceniania każdego DZISIAJ, bez planów na jutro. Pomogłaś nam przejść tą cienką granicę...Można by powiedzieć - miałaś tyle przed sobą.
Odwróćmy jednak naszą ludzką logikę mówiąc - miałaś tyle za sobą, w tak krótkim czasie uczyniłaś tak wiele, niejeden z Nas nie zdoła dokonać tyle przez całe życie.
Wypełniłaś to naczynie po brzegi, nawet poza.
Choć tęsknota będzie zawsze, nie jest ona, aż tak dotkliwa jak pustka i brak sensu.
Małymi Dużymi stopkami przetarłaś szlaki, pozostawiłaś znaki drogowe, byśmy bezboleśnie dotarli do kładki.
Wyjdziesz na nią z kwiatuszkami...zaprosisz uśmiechem słodkim...
Chciałabym zdążyć zrozumieć jeszcze tu, na ziemi - wynika to ze zwykłej ludzkiej słabości.
Ty już wiesz...dajesz znać...choć nie zawsze słyszę.
"Idź przez życie tak, aby ślady Twoich stóp przetrwały Cię".
Twoje maleńkie stópki Haniu pozostawiły Wielkie ślady, Nas Dorosłych nauczyły dorosłości, doceniania każdego DZISIAJ, bez planów na jutro. Pomogłaś nam przejść tą cienką granicę...Można by powiedzieć - miałaś tyle przed sobą.
Odwróćmy jednak naszą ludzką logikę mówiąc - miałaś tyle za sobą, w tak krótkim czasie uczyniłaś tak wiele, niejeden z Nas nie zdoła dokonać tyle przez całe życie.
Wypełniłaś to naczynie po brzegi, nawet poza.
Choć tęsknota będzie zawsze, nie jest ona, aż tak dotkliwa jak pustka i brak sensu.
Małymi Dużymi stopkami przetarłaś szlaki, pozostawiłaś znaki drogowe, byśmy bezboleśnie dotarli do kładki.
Wyjdziesz na nią z kwiatuszkami...zaprosisz uśmiechem słodkim...
Szukałam książki...
..."Weź, pokochaj smoka". Odsyłano mnie do regałów "Religia".
Nie psychologia, nie socjologia, nie nauka...Religia.
Zabawne. Czy śmierć dotyczy tylko religii?
Ludzie niewierzący nie umierają?
Może ze strachu wciskamy Ją w tematykę religijną - bo i tak rzadko Kto tam zagląda.
Tymczasem jest wszechobecna i wie doskonale, na której z półek powinna się znaleźć.
Nie psychologia, nie socjologia, nie nauka...Religia.
Zabawne. Czy śmierć dotyczy tylko religii?
Ludzie niewierzący nie umierają?
Może ze strachu wciskamy Ją w tematykę religijną - bo i tak rzadko Kto tam zagląda.
Tymczasem jest wszechobecna i wie doskonale, na której z półek powinna się znaleźć.
Etykiety:
DROGA DO NIEBA CZYLI PROZA ŻYCIA
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







