Kobieta oczekiwała narodzin bliźniaków - chłopców. Nie była świadoma, jaka gorąca debata ma miejsce w jej brzuszku.
Maleństwa rozmawiały o tym co je czeka po drugiej stronie.
Jeden bardzo wierzył, że TAM jest kochająca mama, że będzie mógł chodzić na własnych nogach, oddychać nosem, mówić, jeść słodkości, bawić się, że będzie przytulany i kochany.
Drugi śmiał się z brata, próbował zamazać jego wizję słowami: "tam nic nie ma, jesteśmy tu i teraz, będziemy oddychać i jeść pępowiną, słuchać bicia serca. Cieszmy się zatem tym co mamy"
TEMATYCZNIE
Archiwum bloga
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
sobota, 10 kwietnia 2010
...
Kiedy tkwimy w przeszłości
Mówimy dobranoc terażniejszości,
żegnaj - przyszłości
My lecimy dalej…w samolocie życia.
Kiedy wylądujemy, w jakich okolicznościach, z kim na pokładzie…?
Co będzie zawierał nasz bagaż?
Czy będziemy wyspani, czy zmęczeni?
Jak będziemy ubrani?
Kto odprowadzi nas na lotnisko?
Do kogo wyślemy ostatnią wiadomość?
Póki co, możemy zadbać o powyższe...pamiętając o tym, że dzień jest krótki.
Mówimy dobranoc terażniejszości,
żegnaj - przyszłości
My lecimy dalej…w samolocie życia.
Kiedy wylądujemy, w jakich okolicznościach, z kim na pokładzie…?
Co będzie zawierał nasz bagaż?
Czy będziemy wyspani, czy zmęczeni?
Jak będziemy ubrani?
Kto odprowadzi nas na lotnisko?
Do kogo wyślemy ostatnią wiadomość?
Póki co, możemy zadbać o powyższe...pamiętając o tym, że dzień jest krótki.
czwartek, 8 kwietnia 2010
Czas wolny
Haniu...Czy w niebie jest dużo wolnego czasu...?
Mam nadzieję, że jest.
Tyle obowiązków ostatnio...tu na ziemi.
Tak mało czasu na relaks.
Choć może w niebie też pracujecie na cały etat, pomagając nam tu na dole;-)?
W sumie, to i nadgodziny możecie pykać, bo tyle problemów mamy wieczorami,
MY-ziemscy nieszczęśnicy.
Mam nadzieję, że jest.
Tyle obowiązków ostatnio...tu na ziemi.
Tak mało czasu na relaks.
Choć może w niebie też pracujecie na cały etat, pomagając nam tu na dole;-)?
W sumie, to i nadgodziny możecie pykać, bo tyle problemów mamy wieczorami,
MY-ziemscy nieszczęśnicy.
wtorek, 6 kwietnia 2010
Poświąteczne refleksje
Święta Wielkanocne, ta sama tradycja, te same potrawy, radość z dotrzymanych obietnic postnych, mokry poniedziałkowy poranek...spacery...rozmowy w gronie rodziny...
Każdego roku święta malują inne wzory na pisance. W tym nie namalowały kwiatków, szlaczków...w tym roku napisały coś ważnego o życiu.
Kuchnia zawsze była ważnym miejscem podczas świąt, to w niej powstają świąteczne przysmaki, to z niej ulatuje zapach wielkanocnej baby...w niej krzątają się gospodynie...
Nigdy nie miałam w tym miejscu tak wielu przemyślen.
Kiedy ciało odmawia Ci posłuszeństwa, ręce nie pracują jak dawniej...chwyć mokry talerz i cierpliwie wycieraj, ze spokojem, jeden po drugim...by czyste postawić na stole.
Jak często nie mamy tej cierpliwości, rzucamy talerzami o ścianę...rozsypują się w drobny mak.
Jesteśmy bardziej chorzy od Chorych.
Dziękuję Ci Basiu - jeszcze wiele mogłabym się od Ciebie nauczyć.
Etykiety:
DROGA DO NIEBA CZYLI PROZA ŻYCIA
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



